Po długiej przerwie

Było tak. Najpierw pojechaliśmy na prawie 3 miesiące na drugi koniec świata.
Tam, gdzie ludzie chodzą do góry nogami.
Było fantastycznie, bajkowo i bombastycznie.
Czasem wciąż nie chce mi się wierzyć, że to wydarzyło się naprawdę.

Ale to co psuło mi nastrój… to rzeczy.
Przedmioty.


Nasz wyjazd był w głównej mierze stacjonarny, ale zdarzały się nam oczywiście wypady.
I te wypady były koszmarem, bo nie potrafiłam się spakować; poza tym że z domu zabrałam zbyt wiele ubrań, na miejscu oczywiście kupiłam sobie mnóstwo bzdur.
Z tego powodu się kłóciliśmy. U., jako mężczyzna poukładany wewnętrznie i pewny tego, czego chce od życia, po prostu nie rozumie, że można mieć problem z nadmiarem rzeczy. Że można nie wiedzieć co włożyć do walizki. Jego mózg tego nie ogarnia.

Apogeum nastąpiło ostatniego dnia pobytu, kiedy okazało się, że nie możemy domknąć bagaży. On swoje rzeczy zmieścił do swojej walizki, wraz z prezentami kupionymi dla rodziny. Ja z kolei musiałam zorganizować dodatkową torbę, bo moja gigantyczna przecież waliza okazała się zbyt mała.
Na lotnisku kolejny stres; lot międzykontynentalny; mamy zbyt dużo bagażu, ogromna kwota do dopłaty. Rozpoczęliśmy wyrzucanie; wydało się ile niepotrzebnych bzdur nagromadziłam i chciałam ze sobą zabierać. Wyrzuciliśmy je wszystkie a i tak ledwo zdążyliśmy na samolot.

A potem milczeliśmy obrażeni przez prawie całą podróż z powrotem na „naszą” stronę świata.

Może takiego momentu potrzebowałam. Poczucia zawstydzenia swoją słabością, swoim uzależnieniem od… rzeczy? Kupowania? Pędzenia za jakimś nierealnym obrazem siebie?

Nie wiem.

Postanowiłam ostatecznie to wyprostować.
Od kilku miesięcy pracuję nad sobą.

  • Mamy lipiec, a ja zaliczyłam kilka wyjazdów, na które miałam mniejszy problem co zabrać; sprawiło mi to dużo radości – miałam poczucie lekkości. Tak chyba mogę to określić.
  • Od prawie pięciu miesięcy nie jem nabiału i wysoko przetworzonej żywności. Zrozumiałam bowiem, że bardzo mi ona szkodzi na cerę, i na samopoczucie. Wystarczyło odstawić ulubione chrupki i słodycze, by waga od razu ruszyła – bez większego wysiłku!
  • Zafascynowałam się w zamian dietą wegańską. Wcześniej i tak nie jadałam mięsa, właściwie nie lubiłam go od dziecka. Robię wyjątek dla ryb, jajek i od czasu do czasu kawałka czegoś mięsnego, ale bardzo rzadko. Czuję, że mi to służy. Fascynuje mnie kreatywność wegan; czytam blogi, oglądam zdjęcia, eksperymentuję, dociera do mnie, że to od zawsze było „moje” pojmowanie jedzenia.
  • Piję więcej wody, zgodnie z ustaleniami na blogu.
  • Ćwiczę jogę. Wciąż za mało, ale staram się robić to częściej. Widzę, jak bardzo mi pomaga.
  • Oddałam dwie torby ubrań do tutejszej pomocy – zdążyłam akurat przed świętami zakończenia Ramadanu. Trochę zdjęć ciuchów wrzuciłam też do internetu i posprzedawałam koleżankom za grosze.
  • Wczoraj zakończyłam 20 dni postu dr Dąbrowskiej. Czułam się doskonale. Mój cel był leczniczy (problemy z cerą, migreny). Cały post nie miałam bólu głowy. Cera się oczyściła. Bóle brzucha uspokoiły. Ja sama czułam się fantastycznie, także silniejsza wewnętrznie, choć przestrzeganie diet do tej pory ZAWSZE kończyło się fiaskiem. Post zakończony, ale ja nadal unikam glutenu, nabiału. Chcę kontynuować zdrowe odżywianie, by jak najdłużej nie mieć migreny.

Przy tych wszystkich osiągnięciach kłopoty w pracy to tak zwany „pikuś”. Ech tam, wypalenie zawodowe, ochota zmiany branży. Może i na to przyjdzie czas?
Jak to mówią, jeśli chcesz zmienić świat,
zacznij od siebie.

Amen.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s